Innowacje nie muszą dzielić.
Smart City

Innowacje nie muszą dzielić.

Dlaczego niektóre miasta czy dzielnice potrafią przyciągać biznes, ale tracą mieszkańców? W jaki sposób cena latte z modnej knajpy przy Wajdeloty może wpłynąć na rozwarstwienie ekonomiczne Gdańska Wrzeszcza?


Zewnętrzna część siłowni między biurowcami.

 

Każde miasto na świecie chce przyciągnąć biznes technologiczny. Taki trend, a poza tym nic
innego nie rośnie na tyle dynamicznie, żeby można było na poważnie myśleć o alokacji.
Który region w Polsce i w Europie nie chciałby być kolejną Doliną Krzemową. Niektóre
miejsca co rusz wpuszczają w sieć newsy, że już się taką stają. Zgoda, jeśli chcemy wzrostu
gospodarczego, to nie bardzo jest inna alternatywa, a tworzenie warunków do wzrostu
innowacji, sektora startupów to wyzwanie dla każdego miasta, które myśli o rozwoju. Warto
jednak czasem zerknąć na doświadczenia innych, aby uniknąć popełnianych przez
poprzedników błędów, zwłaszcza kiedy dostępne stają się badania, które to diagnozują.

To dobry moment, bo kampania przed wyborami do samorządów, która się powoli
rozgrzewa, na pewno będzie również poruszała ten temat. Sam wielokrotnie pisałem w
różnych miejscach o skutecznym budowaniu systemu wspierania innowacji, startupów,
branży technologicznej w miastach, zwłaszcza w Gdańsku. Dlatego, czuję, że trzeba
wspominać, ze zawsze można to zrobić lepiej i z większą korzyścią dla mieszkańców.

Miasta, które plasują się w czołówce innowacyjnych miejsc, dogodnych dla rozwoju
startupów, branży nowych technologii, wbrew założeniom i oczekiwaniom stają się miejscem
coraz większych nierówności, a dysproporcje pomiędzy bogatymi a biednymi mieszkańcami,
zamiast maleć, rosną. W świetle dostępnych badań warto wyciągnąć wnioski również dla
naszych miast.

San Francisco coraz mniej średnie

Budynek post-industrialny przebudowany na biurowiec – siedziba Code for American w San Francisco

 

Kilkadziesiąt lat temu, pod koniec XX wieku, San Francisco było miastem klasy średniej.
Warto pamiętać, że w Polsce takich miast nie było, poza sporo mniejszymi wyjątkami typu
Sopot. Na blogu Nicka Konweya, (link) mapa nierówności
pokazuje raczej średni lub niski poziom dochodów w większości dzielnic San Francisco. Do
roku 2010, kiedy Kalifornia, Dolina Krzemowa i samo San Francisco stały się hubem dla firm
technologicznych i innowacji, poziom nierówności ekonomicznej poszybował niebywale w
górę. Opublikowane niedawno badania Enrico Berkesa z Northwestern University i Rubena
Gaetani z Uniwersytetu w Toronto (link) próbują nakreślić
przyczyny tego stanu rzeczy. Problem dotyczy bowiem nie tylko San Francisco, ale staje się
powszechny w miastach, w których z sukcesem rozwijają się firmy, przedsięwzięcia nowej
gospodarki. Badanie mówi o występowaniu zjawiska „zagęszczenia innowacji”, w którym
doszukuje się czynnika pogłębiającego rozwarstwienie ekonomiczne mieszkańców.

Siedziba Twittera w San Francisco

 

Badacze starali się pomierzyć poziom innowacyjności, między innymi robiąc metabadania
patentów (przebadali ich ponad 2 miliony) i powiązując je z konkretnymi amerykańskimi
metropoliami. Następnie przebadali relacje pomiędzy „poziomem innowacyjności”
zróżnicowaniem w dochodach, zawodach, poziomie edukacji, a czynnikiem jakim są zmiany
ekonomiczne i dostępność zasobów mieszkaniowych. Wniosek, jaki wysnuli, jest
następujący: wzrost branży innowacji technologicznych powoduje wzrost nierówności. W
badanych miastach czynnik „zagęszczenia innowacji” odpowiada według naukowców za
56% stopnia pogłębienia nierówności ekonomicznych.

San Francisco służy tu jako modelowy wręcz przykład. W latach 1990-2010 mierzący poziom
nierówności czynnik Giniego wzrósł o 5,2 punktów, a w tym czasie liczba opatentowanych
rozwiązań wzrosła dwukrotnie. Ponad połowa wzrostu nierówności społecznych, mierzonych
współczynnikiem Giniego, ma swoją przyczynę we wzroście branży high-tech w tym mieście.

Zamożni pracownicy, coraz droższe życie i coraz mniej ‘starych’ mieszkańców

Proces, o którym mowa, przebiega w dwóch fazach. Najpierw firmy z sektora
„innowacyjnego” zaczynają otwierać coraz więcej biur w określonych dzielnicach. Często to
nowe przestrzenie lub adoptowane stare budynki na wysokiej klasy powierzchnie biurowe.
Pracownicy tych firm, zaczynają przeprowadzać się coraz bliżej siedzib nowych
pracodawców. To zaczyna zmieniać ceny i dostępność mieszkań na rynku, jednocześnie
generując potrzebę nowych miejsc do mieszkania i spędzania czasu o znacznie wyższym
standardzie.

Coraz lepiej zarabiający, coraz zamożniejsi pracownicy i mieszkańcy w okolicy generują
zapotrzebowanie na innego typu usługi: wege knajpy, kluby fitness, specjalistyczne zakłady
usługowe, eko sklepy, kawiarnie, restauracje, w których poziom cen jest niedostępny dla
dotychczasowych mieszkańców.

Rosnące ceny mieszkań i usług, wzrastająca migracji mieszkańców powodują, że
nierówności szybko się pogłębiają. Tak często wygląda mniej nagłaśniane oblicze
rewitalizacji dzielnic, również w Polsce. Usługi, mieszkania stają się dostępne dla nowych
mieszkańców, a dotychczasowi wkrótce muszą się wyprowadzić w tańsze miejsca. Cytowani
badacze nazywają to efektem wzmocnienia, który odpowiada według nich za 2/3
rozwarstwienia.

Nasuwa się pytanie, czy jest w ogóle możliwe jednoczesne przyciąganie firm
technologicznych, budowanie systemu wsparcia innowacji i startupów ale też
uniknięcie ubocznych skutków w postaci wzrostu nierówności społecznych?

Sami badacze nie formułują takich wniosków, ale komentując wyniki, wskazują na
dwa kluczowe elementy. Po pierwsze, pracownicy zatrudniani we wspomnianych
firmach starają się skrócić dojazd do pracy. Gdyby istniał dobry, szybki transport
publiczny prawdopodobnie nie przeprowadzaliby się aż tak dynamicznie, tak blisko
miejsc pracy. Dobrze zorganizowany, dostępny transport publiczny ma ogromne
znaczenie w decyzjach dotyczących zamieszkania. Skrócenie czasu spędzanego na
dojazdach do pracy jest jednym z kluczowych problemów, które ludzie z branży high-
tech starają się rozwiązać.

Drugim, równie ważnym czynnikiem, jest dostępność dobrej jakości szkół. Również w
Polsce są one rozlokowane bardzo nierównomiernie z wielu przyczyn. Rodzice, w
trosce o przyszłość swoich dzieci, potrafią codziennie pokonywać ogromne
odległości odwożąc dzieci samochodami do dobrych szkół, przedszkoli. Ich
równomierne rozłożenie na terenie całego miasta, może znacząco wpłynąć na
zmniejszenie niekorzystnych procesów.

 

Odsyłam do lektury moich artykułów na blogu z 2015 roku: